Wiadomości - Aktualności

Dlaczego wylewa Kanał Strumień? Zabetonowane miasta, lata zaniedbań - mówi specjalista

Dodał: administrator Data: 2021-09-10 10:08:41 (czytane: 586)

W ostatnich tygodniach Kanał Strumień wyrządził ogromne zniszczenia w uprawach w gminie Pacanów.

 66_Powodz_1.jpg

Poszkodowanych jest ponad 400 gospodarstw. Urząd Gminy szacuje, że ucierpiało nawet 2000 ludzi żyjących z produkcji rolnej. Dlaczego ten wąski ciek wodny wyrządza takie szkody? Zapytaliśmy o to Krzysztofa Sobieckiego, dyrektora Zarządu Zlewni w Sandomierzu Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie.

Kanał Strumień to rzeka, która zbiera wodę z części gminy Wiślica, części gminy Busko-Zdrój, całego obszaru Solca-Zdroju, części gminy Nowy Korczyn, następnie transferuje ją przez gminę Pacanów oraz Łubnice i wpada do Wisły. Rzeka została w dolnym jej biegu częściowo wyregulowana przez Niemców w czasie okupacji hitlerowskiej.

- Kanał Strumień „dzieli się”, jako rzeka, na dwie części. Pierwsza z nich, o długości około 27 kilometrów, licząc od ujścia Wisły, to część uregulowana i obwałowana. Inaczej jest w środkowym i górnym biegu, gdzie nie ma obwałowań, a koryto jest naturalnie uformowane w dnie doliny. Ujściowy odcinek koryta Kanału Strumień, na długości około 20 kilometrów jest pod dużym wpływem rzeki Wisły, zwłaszcza podczas wezbrań. Wały nad rzeką Kanału Strumień chronią sąsiednie obszary przed wodą z tak zwanej "cofki" - wyjaśnia Krzysztof Sobiecki, dyrektor Zarządu Zlewni w Sandomierzu Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie.

Były ogromne opady

Dlaczego w sierpniu rzeka sprawiała tak dużo problemów?

- Suma opadów przekroczyła pięcio- lub sześciokrotnie wartość z wielolecia dla tego miesiąca. Spadło prawie 100 milimetrów deszczu na jeden metr kwadratowy. Wszystkie rzeki w rejonie całej zlewni mocno przybrały. Kanał Strumień w górnym biegu w ostatnich dniach prowadził wodę nie tyle przekrojem koryta, ile poza nim, bo ta się po prostu w nim nie mieściła. Rzeka rozlała się na całe płaskie dno przylegającej do niej doliny. To naturalny stan rzeczy. Tam, gdzie są wały, woda pozostawała w ich obrębie  - mówi Krzysztof Sobiecki.

Wody Polskie starają się na bieżąco dbać o rzekę.

- W ostatnich latach Kanał Strumień był poddawany regularnym pracom utrzymaniowym na dwóch kilkunastokilometrowych odcinkach. Rzeka jednak szybko zarasta roślinnością wodolubną, która korzeni się na brzegach i dnie. Jest ona systematycznie usuwana, jednak musimy pamiętać, że na tym terenie znajdują się obszary Natura 2000. Występują tam gatunki będące pod ścisłą ochroną, prace prowadzone są więc po 15 sierpnia, między innymi ze względu na okres lęgowy ptaków. Jeśli chodzi o odmulanie, to przez lata prace były prowadzone, robiono to po prostu koparką. Metoda była zła, gdyż miejscami doprowadziło to do przegłębienia koryta, przez co woda teraz się zatrzymuje. Dlatego w pewnym momencie zaniechaliśmy prac odmuleniowych, ograniczając się do pojedynczych odcinków, gdzie są płycizny - tłumaczy Krzysztof Sobiecki.

Zaznacza jednak, że takie doraźne działania to za mało, by rozwiązać problem Kanału Strumień, jak i wielu innych rzek w Polsce, gdzie regularnie zdarzają się podtopienia. Potrzebne są tutaj bowiem rozwiązania systemowe.

- Coraz wyraźniej widać to, na co od dawna Wody Polskie zwracają uwagę i co podnoszone jest w debacie publicznej w związku ze zmianami klimatu, które zachodzą w bardzo szybkim tempie. Potrzebą chwili, winno stać się wprowadzanie kompleksowych rozwiązań przeciwpowodziowych, w tym przywracanie rzek do stanu naturalnego wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Uwolnić je tak, by mogły swobodnie meandrować oraz wylewać - wyjaśnia.

Błędy z przeszłości, lata zaniedbań

- Ludzie od zawsze zamieszkiwali w dolinach rzecznych, choć dawniej z respektu dla sił natury, czynili to w miejscach bezpiecznych. Bardzo silny impuls do zamieszkania i zagospodarowania dolin nastąpił w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, kiedy na potęgę meliorowano, czyli osuszano dna dolin. Wtedy szukano za wszelką cenę obszarów pod uprawy, rolnictwo i pasterstwo. W zasadzie każdy kawałek ziemi miał produkować i dawać plony. Naturalne mokradła, obszary den dolin podlegające naturalnym i okresowym zalewom osuszano, budując ogromną sieć rowów melioracyjnych i systemów drenarskich. W ślad za tymi działaniami budowano kolejne przepusty drogowe na drogach dojazdowych do pól i domów, pogłębiano rzeki i utrzymywano infrastrukturę melioracyjną, gdyż nadrzędnym celem było osuszanie gruntów i jak najszybsze odprowadzenie nadmiaru wód, w dolne odcinki dolin rzecznych. W tej chwili od takich praktyk zdecydowanie się odchodzi, choćby z powodu powtarzających się i bardzo uciążliwych dla rolnictwa zjawisk suszy. Od końca lat 80-tych XX w. , również wskutek zmian w samym rolnictwie i strukturze gospodarowania gruntami rolnymi nie utrzymuje się sieci melioracyjnych. Oczywiście za utrzymanie rowów melioracyjnych, czyli takich urządzeń wodnych, które służą celom rolniczym, według obowiązującego prawa wodnego, odpowiadają właściciele gruntów, gdzie te urządzenia się znajdują. Jednak mieszkańcy nie są zainteresowani ponoszeniem kosztów utrzymywania rowów. Spółki wodne w gminach nie działają. Ludzie nie wnoszą składek członkowskich na budżety tych spółek, a przez to ich możliwość kształtowania prawidłowego odwodnienia terenów rolniczych jest w praktyce niewielka . Dziś w dużej mierze płacimy za błędy z przeszłości, a więc nadmierną regulację rzek i melioracje gruntów oraz lata zaniedbań, w prawidłowym ich utrzymaniu - mówi.

- Wody Polskie starają się dokonywać ingerencji w rzekach kierując się zasadami zrównoważonego rozwoju. To przede wszystkim dobór metod i działań adekwatny do sytuacji w rzece i jej zlewni. Utrzymujemy Kanał Strumień wykonując cykliczne i niezbędne prace, ale powrót do bezpiecznej koegzystencji społeczności lokalnej z tą rzeką, nie znajduje się wyłącznie w naszych rękach. To zdecydowanie szerszy problem. Dość powiedzieć, że spuścizną lat minionych są wciąż niedomiarowane przepusty dojazdowe do posesji prywatnych, źle utrzymane miejsca przecięć dróg z siecią rzeczną, czy wymagające zwiększenia parametrów mosty. Za te wszystkie rzeczy odpowiadają zarządcy dróg, czyli najczęściej samorządy - gminy, powiaty i województwo - mówi Krzysztof Sobiecki.

Stop betonowaniu

Ogromnym problemem jest powszechne „betonowanie” miast, ale mniejszych miejscowości i wsi.

-  Przybywa dróg, placów, parkingów, chodników, zabudowanych obiektów wielkopowierzchniowych, przez co wiele obszarów pozbawiono naturalnej retencji, czyli zdolności do pochłaniania wody. Obecnie, w momencie dużego opadu, deszcz błyskawicznie odpływa i dostaje się do sieci rzecznej. Instalacje burzowe, czy obecnie projektowane odwodnienia nie rozwiążą problemu, zresztą ich też brakuje. Zawsze zdarzy się deszcz, na który dana instalacja nie została zaprojektowana. Wodę trzeba przyjąć, jako zasób, wprowadzić do studni chłonnych wzdłuż dróg, które spowolnią jej odpływ po betonie. Bo inaczej ona jest błyskawicznie w strumieniach i rzekach, a te nie są po prostu w stanie przyjąć takiej ilości. Mieszkańcy i władze samorządowe chciałyby, żeby woda jak najszybciej od nich odpłynęła. Najlepiej, według nich, jest pogłębiać, meliorować, udrażniać. To bardzo krótkowzroczne. Oznacza tylko i wyłącznie pozbycie się problemu w miejscowości A i wygenerowanie dwa razy większego kłopotu w miejscowości B - mówi Krzysztof Sobiecki.

Nie lepiej jest z drogami, nawet tymi na wsi.

- Nie jest wielkim wyzwaniem, po takich opadach, jak te z ostatnich tygodni zaobserwować pola kukurydzy i ziemniaków „stojące w wodzie”, pomimo iż położone są one na wzniesieniach nad dnem doliny. Przyczyną jest wadliwie wykonane odwodnienia przy drogach gminnych, kiedyś szutrowych, a dziś asfaltowych. Drogi te bowiem projektuje się tak, by nie uniknąć konsultacji tych spraw z Wodami Polskimi- wyjaśnia dyrektor.

Trwają konsultacje społeczne

Dodaje, że Wody Polskie obecnie aktualizują plany zarządzania ryzykiem powodziowym. To bardzo ważny strategiczny dokument, który na sześć lat, określa kierunki inwestycji w Polsce, jeśli chodzi o bezpieczeństwo powodziowe. Do 22 września trwają konsultacje społeczne tego projektu. Trwają już rok. Może w nich uczestniczyć każda instytucja i obywatel.

- W całej zlewni Kanału Strumień, a więc w dolinie tej rzeki, ale również w dolinach jej dopływów niewątpliwie są potrzebne działania inwestycyjne, od budowy suchych zbiorników przeciwpowodziowych, sterowanych polderów, po rozbudowę wałów przeciwpowodziowych. Retencja polderowa, to rozwiązania w skali makro. W tej bardziej lokalnej skali, na której w największym stopniu skorzystają mieszkańcy, działania winny skoncentrować się na rozwiązaniach kompleksowych. Mam tu na myśli szukanie retencji korytowej, naturalnej, uwalnianie rzek poprzez przywrócenie ich naturalnego przebiegu, a przez to spowolnienie odpływu. Nie unikniemy przy tym również odcinkowych i niezbędnych prac regulacyjnych, czy odmuleniowych, ale te winny stanowić jedynie uzupełnienie dla całego katalogu rozwiązań technicznych, przyczyniających się do rewitalizacji rzek - podsumowuje Krzysztof Sobiecki.

/echodnia.eu

 

Przeczytaj kolejną wiadomość:

Harmonogram wywozu odpadów wielkogabarytowych w 2021 roku

z terenu gminy Pacanów...